Uncategorized

Borówkowa

Kiedy we wtorek 6 listopada psiapsiółka Karolina zaproponowała mi wyjazd w góry, ostrzegłam ją, że będę hamulcem, bo jestem kulką (dawno nie miałam tak kiepskiej kondycji). Odpisała, że na mnie poczekają. W piątek, 9 listopada, już chciałam odpuścić, ale K. przekonała mnie do wyjazdu tym, że chce sobie zrobić ze mną wspólne zdjęcie z polską flagą na szczycie. Pomyślałam, że jakoś się wgramolę, nie chciałam jej zawieść. W przeddzień wyjazdu zapytałam ile to wyjdzie kilometrów, Karolina napisała,  źe 20 km w dwie strony (2 razy po 10 km) z możliwością skrócenia do 13 km (chyba z Przełęczy Lądeckiej).

W niedzielę, 11 listopada 2018, z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, wybraliśmy się na kolejną (jedenastą, licząc z Adrspaskimi Skałami) wycieczkę w góry z cyklu „Góry 2018”. Tym razem celem wyprawy był dziesiąty w tym roku szczyt – Borówkowa na granicy polsko-czeskiej.

Z Opola wyjechaliśmy przed 9:00, a do Złotego Stoku dojechaliśmy ok. 10:30.

W drodze z Opola do Złotego Stoku wykalkulowałam, że wychodząc na szlak około godziny 11:00 i wędrując ze średnią prędkością około 3 km/h, wycieczka zajmie nam 6 – 7 godzin, czyli wrócimy do auta ok. 17:00 – 18:00, co znaczy, że będziemy wracać „po nocy”, bo już o 16:00 robi się ciemno. A próba przeforsowania opcji z trasą 13-kilometrową nie przeszła. Nie z tymi harpaganami te numery. To byłoby dla nich zbyt lajtowe i mieliby niedosyt 😉

Zdobywamy Borówkową

Byliśmy w tych okolicach już w marcu, kiedy wchodziliśmy na Jawornik Wielki (870 m n.p.m.) w ramach cyklu „Góry 2018” (tak to sobie nazwałam). Spory odcinek szlaku pokrywał się więc z tamtym (od Kopalni Złota w Złotym Stoku aż do Przełęczy Jawornickiej 738 m n.p.m.), z tym, że z Przełęczy Jawornickiej w marcu skręciliśmy w prawo, na Jawornik Wielki, a teraz w lewo, na Borówkową. Wtedy była odwilż i śliski śnieg, a teraz jesień i… p#$@!%&*one śliskie liście (trzeba jeszcze powtórzyć wycieczkę w te okolice latem – jak będą same kamienie bez dodatków i „udziwnień”). 😉

20180311_111539
zdjęcie z wycieczki na Jawornik Wielki 11 marca 2018

Przyznam, że fajnie jest znać trasę (lub chociaż jej fragment), którą będzie się szło, bo wiadomo czego się spodziewać
i na co być przygotowanym i jak rozłożyć sobie „siły”.

Wystartowaliśmy o 10:46.

Złoty Stok – Kopalnia Złota – Parking (384 m n.p.m.)
366 m w górę ↗️
Przełęcz Jawornicka (750 m n.p.m.)
167 m w dół ↘️
Przełęcz Różaniec (583 m n.p.m.)
317 m w górę ↗️
Borówkowa (900 m n.p.m.)
317 m w dół ↘️
Przełęcz Różaniec
167 m w górę ↗️
Przełęcz Jawornicka
366 m w dół ↘️
Złoty Stok – Kopalnia Złota (Parking)

W sumie po ok. 850-900 m w górę ↗️ i w dół ↘️. Dla porównania, „wdrapując” się na Biskupią Kopę o podobnej wysokości co Borówkowa, do pokonania w pionie jest około 500 metrów.

route-f7a30b75-600x362

20181111_125119

20181111_135638
wieża widokowa na Borówkowej

 

IMG-20181111-WA0002
panorama 360* na wieży

 

IMG-20181111-WA0012

Ostatecznie (według endomondo) wyszły nam prawie 22 km w czasie 6’46” (łącznie z popasem na szczycie, wejściem na wieżę widokową i fotkami).
Parę ostatnich kilometrów szliśmy po ciemku, ze światełkami – strasznie się tego bałam (jeszcze nigdy nie chodziłam po górach w ciemności) i ten strach przed tym, że zastanie nas noc, powodował, że szłam szybciej niż zwyczaj i robiłam krótsze przerwy na odpoczynek – motywacja metodą kija – ale wcale nie było tak źle (latarka rowerowa dała radę, C. miał lampkę czołową, a K. latarkę w komórce), więc niepotrzebnie się martwiłam na zapas, a ten stres odebrał mi część radości z wędrówki. Ale tylko część.

Co do butów, wzięłam adidasy, w sensie reeboki 😉 Oczywiście wolałabym iść w butach górskich, bo w tych czułam każdy kamień, ale w górskich robią mi się straszne pęcherze, które odebrałyby mi resztę przyjemności.

Było ciężko, ale myślałam, że będzie gorzej, bo ostatnio tylko siedziałam albo leżałam (nowe sezony seriali: House of Cards, nowy serial Bodyguard, Opowieść Podręcznej i inne). Do tego trochę jazdy na rowerze „w poszukiwaniu świeżych fig” (fig nie znalazłam, ale były inne dobre rzeczy, których nadmiar odłożył mi się w postaci dodatkowych kilogramów nadbagażu, jakbym już nie miała ich już za dużo). Serio, po kiego grzyba nosić ze sobą na każdą wycieczkę „worek cementu” i targać go na górę? Powtarzam to sobie od stycznia. Może jeszcze kiedyś będę śmigać po górach jak kozica… 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s