góry · KGP · turystyka górska · Zdobywamy Koronę Gór Polski

Zbobywamy Koronę Gór Polski – Wielka Sowa – 5/28

Wielka Sowa

  • grupa górska: Sudety Środkowe
  • pasmo górskie: Góry Sowie
  • wysokość: 1015 m n.p.m.
  • data: 2 maja 2002
  • zdobywcy: ja, tata

GÓRY SOWIE

  • Położenie

Góry Sowie to najwyższe pasmo Sudetów Środkowych. Od północnego zachodu graniczą z Górami Wałbrzyskimi a od południowego wschodu z Górami Bardzkimi. Główne pasmo Gór Sowich ma długość 26 km. Główne szczyty to Mała Sowa (972 m n.p.m.), Kalenica (964 m n.p.m.) i cel naszej wizyty: Wielka Sowa (1015 m n.p.m.). Geologicznie Góry Sowie stanowią najstarszą partię Sudetów. Początkowo zbudowane ze skał osadowych, które pod wpływem procesów geologicznych uległy przeobrażeniu w gnejsy z charakterystycznymi paskami i smugami. Datowanie ok. 625 mln lat. Całe pasmo pokryte jest lasem, wobec tego nie ma możliwości podziwiania widoków w czasie wycieczki głównym szlakiem. Wyjątek stanowią wieże widokowe na Kalenicy i Wielkiej Sowie. Wejście na główny szlak biegnący głównym grzbietem ułatwiają przełęcze: Walimska, Jugowska i Srebrna.

  • Zagórze Śląskie

Zwiedzanie Gór Sowich zaczynamy od Zagórza Śląskiego, a właściwie od Jeziora Bystrzyckiego i Zamku Grodno, gdzie zajeżdżamy ok. 9:30. Zostawiamy Ładzinkę przy wejściu na wiszący mostek zawieszony nad jeziorem Bystrzyckim. Wchodzimy, a on zaczyna się kołysać pod naszymi stopami. Z mostku widać wieżę zamkową na szczycie góry Choina. Rozpoczynamy podejście dobrze wydeptaną ścieżką. Po 20′ marszu ukazują się całkiem nieźle wyglądające mury obronne zamku Grodno.

  • Zamek Grodno

Zamek Grodno zaliczany jest do najpiękniejszych ruin Śląska. Jego historia sięga XIII w., kiedy to Bolko I Świdnicki zwany Surowym miał tu zameczek myśliwski. Zameczek rozbudował w XIV w. ostatni Piast z linii świdnicko-jaworskiej, Bolko II Mały. Późniejsi właściciele to Czesi, husyci, zbóje-rycerze, Maciej z Łagowa. Ten ostatni uczynił z niego piękną renesansową rezydencję obronną. Czas sławy skończył się w 1774 roku, kiedy zameczek został opuszczony. Czasy późniejsze to raczej opieka nad ruinami, aż w XIX w. prace renowacyjne i zabezpieczające (trwające do dnia dzisiejszego (2 maja 2002) rozpoczął profesor Bisching. Na zamek wchodzi się przez budynek bramny, który w całości pokryty jest sgrafitti z 1570r.

Zamek jaki oglądamy dzisiaj jest po wykonanej w latach ’90 renowacji. W większości stanowi zabezpieczoną ruinę ale wygospodarowano też kilka sal do zwiedzania. Wita nas sympatyczny komitet powitalny, kasa biletowa i ekstra opłata za fotografowanie (5 zł!). Olewamy tę opłatę i wchodzimy do zamku i na wieżę. Zdjęcia na wieży robimy mimo zakazu fotografowania. Ładnie.

Po zwiedzeniu zamku wracamy do auta. Na szosie szaleją rajdowcy przygotowujący się do rajdu ELMOTu. Ryk straszny. Cofamy się do wsi Zagórze Śląskie i jedziemy pięknymi serpentynami do Walimia. A rajdowcy wciąż ryczą. Po minięciu Walimia wjeżdżamy pięknymi, mocno pokręconymi serpentynami na Przełęcz Walimską. Jest to trasa, na której odbywają się odcinki specjalne rajdów samochodowych.

  • Wielka Sowa

Najwyższy szczyt Gór Sowich. Pierwszy przez nas zdobywany szczyt, którego wysokość przekracza 1000 m n.p.m. Ma kształt owalnej, wydłużonej kopuły z niewielkim, rzadko porośniętym drzewami wierzchołkiem. Na szczycie postawiono na początku XX w. wieżę, z której – według fachowców – rozciąga się wspaniała panorama od Śnieżki poprzez Ślężę aż po Śnieżnik Kłodzki. Wieża nosi imię Mieczysława Orłowicza, ma 25 m wysokości i średnicę od 9 do 4 m. Czynna od 1 maja do 30 września. Wielka Sowa stanowi cel licznych wycieczek i jest węzłem szlaków turystycznych zbiegających się na szczycie z różnych pobliskich miejscowości.

  • Zdobywamy Wielką Sowę

Po wizycie w zamku Grodno jedziemy do Walimia, głównej miejscowości w Górach Sowich, słynącej m.in. z występujących w jej okolicach pozostałości po hitlerowskich kompleksach podziemnych budowlo, które służyć miały… nie wiadomo czemu. Podobno Niemcy mieli produkować w nich swoją Wunderwaffe (czyżby broń atomową?). Ciągle witają nas trenujący do mającego się rozpocząć następnego dnia rajdu ELMOTu. My jedziemy dalej w kierunku Przełęczy Walimskiej, która ma stać się dla nas punktem wyjścia na szczyt Wielkiej Sowy. Droga jest wspaniała. Piękne serpentyny, przy dobrej pogodzie i prędkości 50 km/h bardzo przyjemne do przejechania, ale strach pomyśleć co będą wyprawiać na tej trasie rajdowcy? A jak tu jest w zimie w czasie mrozów i opadów śniegu? Dojeżdżamy do Przełęczy Walimskiej, parkujemy, przebieramy się w luźniejsze ciuchy i startujemy na nasz kolejny (piąty) szczyt KGP.

Przewidywany czas wejścia: 1h. Trasa dość łatwa z dwoma stromymi podejściami. Na jednym z takich podejść mijają nas trzej rowerzyści. Po drodze w miejscach gdzie szlak wychodzi na bezleśne polany rozpościerają ładne widoki w stronę poznanych wczoraj Gór Wałbrzyskich i Kamiennych. Po 50′ spotykamy szlak zielony biegnący głównym grzbietem od strony Walimia i razem z nim wchodzimy na bezleśny szczyt Wielkiej Sowy z jej charakterystycznym punktem orientacyjnym – wieżą widokową. Na szczycie dużo ludzi. Pieką kiełbaski, piją piwko, opalają się. Atmosfera iście piknikowa.

Wielka Sowa
Wielka Sowa

Kilkadziesiąt stopni w górę z chwilą oczekiwania aż zejdą ci, którzy już nasycili oczy pięknymi widokami i wchodzimy na szczyt wieży. Widoki piękne, pełna panorama i trochę szkoda, że lekka mgiełka nie pozwala na precyzję w ocenie widocznych na widnokręgu szczytów. Seria zdjęć z góry i schodzimy. W bufecie na dole kupujemy kartki, przybijmy pieczątki w przewodniku, książeczce GOT i postanawiamy przejść się do Schroniska „Sowa”. Drogowskaz pokazuje 15′. Po 20′ zejścia zastanawiam się czy nie zawrócić ale po ostrym skręcie w prawo dochodzimy do schroniska, a właściwie do budynku z możliwością noclegu, który jest obecnie w remoncie po zakupieniu przez nowych właścicieli. Bierzemy pieczątkę do GOT i wracamy 25′ podejściem na szczyt Wielkiej Sowy. Kupujemy coś do picia i schodzimy na Przełęcz Walimską. Obok autka przebieramy buty i szykujemy się do powrotu do domu. Zjazd do Rościszowa z jeszcze większymi emocjami bo autko jedzie samo z górki. A serpentyny nie gorsze niż podczas wjazdu. Przez Dzierżoniów jedziemy do węzła autostradowego Bielany, potem w prawo i jesteśmy na naszej stałej trasie powrotnej czyli autostradzie A4. Około 18:30 kończymy naszą dwudniową eskapadę dziękując dobrym duchom za opiekę na trasach i piękną pogodę. I mamy jeszcze 3 dni odpoczynku bo trwa najdłuższy weekend nowożytnej Europy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s